Na najbliższej sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego przedstawione zostaną trzy nowatorskie pakiety legislacyjne: telekomunikacyjny ( o którym pisałam wcześniej dość szczegółowo, z racji przygotowanej przeze mnie opinii w Komisji Prawnej ), klimatyczny i morski. Pełną parą ruszają ostatnie ustalenia budżetowe na 2009 rok – pisze Lidia Geringer de Oedenberg, poseł do Parlamentu Europejskiego w swoi blogu.
Pierwsze czytanie pakietu telekomunikacyjnego zwanego w skrócie TELECOM (nie mylić z nazwą żadnej firmy) zakończy się głosowaniem podczas kolejnej wrześniowej sesji. Pakiet budzi wiele emocji, przede wszystkim nie podoba się firmom świadczącym usługi telekomunikacyjne ponieważ zdecydowanie ukróci ich praktyki śrubowania cen. Propozycja dotyczy w szczególności znacznego obniżenia kosztów przesyłania: SMS-ów, MMS-ów, plików tekstowych, graficznych oraz surfowania po Internecie. Zawiera ponadto zapisy o ochronie praw użytkowników, w tym zapewnienie prawnej ochrony przed niechcianą korespondencją - spamem oraz gwarancję rzetelnej informacji o wszystkich warunkach dostawy usługi dostępu do Internetu, tak by oferty różnych potencjalnych dostawców były zestandaryzowane - możliwe do porównania ze sobą. Pakiet telekomunikacyjny zapewnia bezpłatne połączenia ze służbami ratunkowymi w UE , proponuje specjalne ułatwienia w dostępie do Internetu osobom niepełnosprawnym, jest bardzo prokonsumencki i mam nadzieję, że mimo oporu konserwatywnych grup politycznych jednak przejdzie dla dobra zwykłych obywateli.
Pierwsza wrześniowa sesja plenarna Parlamentu Europejskiego odbędzie się wyjątkowo w Brukseli, ponieważ w sali plenarnej w Strasburgu zawaliła się część sufitu! O zaistniałej sytuacji powiadomiono nas dopiero w końcu zeszłego tygodnia, czyli dwa tygodnie po fakcie, co stało się powodem niezliczonych plotek i domysłów. Dlaczego trzymano w tajemnicy bądź co bądź katastrofę budowlaną? Dlaczego relatywnie nowy budynek , oddany do użytku zaledwie 8 lat temu już się wali? Dlaczego nie było żadnych zdjęć dokumentujących ten wypadek, a jedynie opublikowany po dwóch tygodniach suchy komunikat, że „po zawaleniu się 7 sierpnia 2008 części sufitu sali plenarnej w Strasburgu, (…) przez wzgląd na całkowite bezpieczeństwo posłów i pracowników Parlamentu Europejskiego, podjęto decyzję o przeniesieniu sesji do Brukseli”. Ponieważ sprawa dalej okryta jest dziwną tajemnicą chodzą suchy, że sufit zawalił się na skutek podpalenia czy też wybuchu, może nawet z uwagi na zbieżność dat – związanego z olimpiadą...
Sprawujący obecnie prezydencję nad Unią Europejską rząd francuski, po zaistniałej katastrofie budowlanej zapewne za wszelką cenę chciał remont przeprowadzić „po cichu” i uniknąć powodów dla wzniecenia dyskusji, w której ożyłyby wszystkie kontrargumenty dla bezsensownych i kosztownych podróży do Strasburga. Wielka przeprowadzka do stolicy Alzacji zwykle ma miejsce raz w miesiącu (we wrześniu wyjątkowo dwa razy , bo musimy „odrobić” brak sesji w sierpniu, a traktatowo Strasburg ma zagwarantowane 12 sesji). Kilka tysięcy wędrujących ludzi, dziesiątki ciężarówek z dokumentami, chartery samolotowe, plus utrzymanie budynków – wszystko na 4 dni w miesiącu - kosztuje grubo ponad 200 mln euro rocznie! Jako ekonomistka uważam, że dalsze utrzymywanie „symbolu pojednania” za jaki uważany jest Strasburg kosztuje nas zbyt drogo i pod każdym względem stanowi marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Parlament powinien mieć tylko jedną siedzibę i to tę w Brukseli, gdzie wszystko jest prostsze i lepiej zorganizowane, łącznie z połączeniami lotniczymi.
Pomimo wytężonych prac rekonstrukcyjnych przywracających obecnie dawną świetność sali plenarnej wcale nie jest pewne, że na drugą wrześniową sesję pojedziemy już - tak jak to pierwotnie zaplanowano do Strasburga. Być może „siła wyższa” spowoduje, że znowu zaoszczędzimy trochę pieniędzy na inny, lepszy cel ? Na całkowite rozwiązanie „problemu strasburskiego”. Szansę daje nowy traktat lizboński, w którym kraje członkowskie będą mogły stosując zasadę tzw. „podwójnej większości” przegłosować Francję i zdecydować o jednej siedzibie. |