|
Wpisany przez sport24.pl
|

Długi sezon obfitujący zarówno w wydarzenia pozytywne, jak i te odrobinę mniej, musi zostać ostatecznie powiązany, pod lupę weźmy pierwszą konstruktorską czwórkę.
Zauważamy tu niecodzienne zjawisko w kompozycji. Wygrywa zespół, który ledwo zapisał pierwsze strony w historii F1 (niestety nie będzie miał okazji zapisać ich więcej), wicemistrzem zostaje introwertyczny „chwytacz okazji” z Adrianem Neweyem na czele, a trzecie i czwarte miejsce zajmują zespoły, które przed sezonem zakochały się na tyle mocno w systemie KERS, że zapominały w czym są najlepsze.
Nie ma drzwi pozwalających na wyjście z pod czujnego oka najwierniejszych obserwatorów. Tak było od wielu lat i również w tym roku musimy poświęcić trochę miejsca na przeanalizowanie dokonań każdej jednostki bez litościwego przymrużenia oka. Nawet jeśli wkradnie się we wszystko trochę subiektywizmu, trzeba wypunktować wszystkie plusy i minusy, by stworzyć klarowny obraz całego kolektywu najlepszej czwórki. Poznamy dzięki temu kolejne zależności w czołówce i dowiemy się w końcu, jak to było z formą poszczególnych kierowców. Sezon przez każde Grand Prix wędrował, jak po sinusoidzie i z pewnością nie był sztampowym przedstawieniem, które już gdzieś kiedyś widzieliśmy. Wprowadził wiele nowych przejawów zarówno w konstruowaniu, jak i odpowiedniemu korygowaniu nienajlepszych decyzji. Między tym, wcisnąć się musiał oczywiście szkopuł w postaci niejednej afery. Jednakże wraz z ostatnimi sezonami, przestało nas to dziwić. Powinniśmy wyrzucić z pamięci wszystko, co zmąciło obraz tegorocznego sezonu i zajrzeć w głąb samej rywalizacji. Zaczynajmy… Pierwsza część podsumowania to słów kilka na temat tych najbardziej zaangażowanych, którzy w tabeli konstruktorów nie dali szans swoim słabszym rywalom.
Brawn GP – konstrukcja bolidu, którego celem jest odbicie się od dna, z reguły jest pracą żmudną, długą i wyczerpującą. Nie tylko w grę wchodzą dobre wyniki w tunelu i produktywne testy pomagające dalej rozwijać komponenty. Na wszystko trzeba mieć pewien patent pomagającym opracować konstrukcję zawierającą chociażby jeden element innowacyjności. W projekcie zwanym BGP001, tym elementem okazał się podwójny dyfuzor pomagający Buttonowi i Barrichello zdeklasować stawkę na początku sezonu. W porównaniu do Toyoty i Williamsa, które również posiadały podobne rozwiązanie w swoich bolidach, Ross Brawn skomponował go z aerodynamiką bolidu w sposób perfekcyjny. Wydawać się może, że w całej obudowie bolidu zespołu z Brackley nie było miejsca, w którym powietrze opływałoby niezgodnie z resztą tego całego finezyjnie ułożonego modelu. To jednak był początek, gdzie rześki bolid niedopracowany żadnymi ulepszeniami na starcie zyskał sporo przewagi. Rywale – jak to już bywa - nigdy nie śpią i w końcu kilka zespołów włączyło tryb ofensywny, co zmusiło Rossa do podjęcia odpowiednich kroków w defensywie.
W tym momencie nacisk ze strony innych, postawił pod murem cały zespół Brawn GP, który rozwlekle i impasowo starał się utrzymać inicjatywę po swojej stronie. Już po wprowadzeniu pierwszy poprawek było widać, że coś zostało zakłócone, ponieważ mocno ucierpiały opony, a jeszcze większym żniwem pierwszych problemów okazał się Button. ponieważ pewnym momencie fortuna zatoczyła koło i grubiańsko odwróciła się do Brytol plecami. Z suwerena, nagle stał się zaledwie rycerzem broniącym swojego łupu. Głodny kolejnych punktów, siadał w bolidzie z przeświadczeniem, iż tym razem wybije się przed szereg i udowodni, że sezon 2009 jest jego triumfem. Przebrnął przez te wszystkie momenty bezwładności uporczywie dając o sobie znać i nie dał powodów do radości swoim oponentom. Bez niepotrzebnej dezorganizacji, jako pierwszy znalazł się na mecie w tym wyścigu szczurów. Osiągnął to, co przed sezonom wydawało się być iluzorycznym marzeniem dziecka, lecz gdyby nie Rubens…
Czytaj więcej: sport24.pl |